strona główna

niedziela, 13 października 2013

Rozdział3

 Weszłam do domu ściągając buty i swój płaszcz. Zostawiając bułki na blacie w kuchni szłam do ojca jak każdego ranka. Mój codzienny rytuał. Niestety dziś do szkoły idę. Muszę. W dodatku mam na ósmą. Jednak myślę, że to dla mnie nie aż takie złe. Będę mogła się czymś zająć. Co za tym idzie? Zero myślenia o Niallu. Od wczorajszego spotkania dużo o nim myślałam. Co wcale nie wyszło na dobre. Dalej strasznie się go obawiam. Jest groźny. To rozmyślanie zajęło mi całe dojście do sypialni mojego taty.
-Tato! Tato! Wstawaj! -Nieco podniosłam głos.
Wczoraj siedział do późna nad czymś mega ważnym. Tylko nie chciał mi powiedzieć co to jest.
-Słyszysz? Wstawaj! -Teraz już wrzasnęłam.
-Już, daj mi 5 minut. -Mruknął do mnie.
Zamknął z powrotem oczy i okrył się kołdrą aż pod samą szyję. Wiedziałam, że nie wstanie więc sięgnęłam po dwa rogi pościeli i pociągnęłam na co zareagował głośnym jęknięciem. Z uśmiechem na twarzy zeszłam do kuchni zrobić śniadanie które składało się z jajecznicy i ciepłego kakao. Oczywiście przed przygotowaniem go sprawdziłam czy przypadkiem koło mojego domu nie ma Nialla. Nie za bardzo chcę aby powtórzyła się akcja z wczorajszego rana, tym bardziej w towarzystwie mojego ojca.
Po dziesięciu minutach wspólnego posiłku tato musiał już wychodzić, a i ja zbierać do szkoły. Więc weszłam do pokoju z którego już ostatni raz zapakowałam wszystkie rzeczy niezbędne w szkole i sprawdzając czy wszystko wyłączone wyszłam z domu. Ruszyłam w kierunku szkoły szkoły, która była kilka przecznic dalej. Wyjęłam mojego smartfona i podłączyłam słuchawki. Po kilku sekundach pierwsze nuty melodii zaczęły grać w moich uszach.
Umówiłam się z Alic przy budynku, ale tym razem miała być jeszcze Sam. Dziewczyna znienawidzona prze ze mnie. Głupia suka. Niestety była też koleżanką Al. więc musiałam znosić jej towarzystwo. Z udawanym uśmiechem przywitałam się z nimi. Już się przygotowałam, że w szkole nakładam tak zwaną maskę i jestem zupełnie inną osobą. Ruszyliśmy po schodach do szafek gdzie zazwyczaj zostawiamy swoje rzeczy i podręczniki. Po odłożeniu kurtki wzięłam potrzebne książki i odłączając się od dziewczyn ruszyłam w stronę sali w której mam chemię. Dzisiaj mamy robić doświadczenia. Niestety do prac w parze przydzielono mi Sam. Jej plotki rozchodzą się z prędkością światła. Głupia blondynka tylko zabić i posiekać.
Po kilku minutach zadzwonił dzwonek. Z ociągnięciem ruszyłam do pomieszczenia.
-Jeej tak się cieszę, że pracujemy razem. -Dotarł do mnie piskliwy głos dziewczyny.
-Tak. -Przytaknęłam.
Gdy zajęliśmy miejsca pani Waron zapisała temat. Super.
Dziewczyna usiadła ze mną. Gdybym tylko mogła sama bym to zrobiła. Zresztą i tak ona nic nie potrafi. Wszystkie jej oceny zależą tylko ode mnie. Ona nie udaje głupią, ona po prostu taka jest.
-No to Sam jak tam? -Próbowałam ją jakoś zagadać.
Czekałam na odpowiedz, ale jak na nią spojrzałam zobaczyłam, że ta suka ma w uszach słuchawki i pewnie myśli, że całe to doświadczenie zrobię ja sama. Pociągnęłam za jeden z kabli, a dziewczyna spojrzała na mnie.
-Cholera Sam skup się! Masz mi pomóc! Nie będę pracowała za ciebie! -Prawie, że ze złości krzyknęłam.
Sam zmarszczyła brwi i się na mnie gapiła jakbym co najmniej jej ojca patelnią uderzyła. Lecz ja mówiłam całkowicie poważnie. Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale usłyszałam ciche piśnięcie "pi, pi". Mój telefon. Wyciągnęłam go i pojawiła mi się wiadomość od Nialla.

 

Postanowiłam mu nie odpisywać. Po wyłączeniu telefonu całkowicie wyrzuciłam go do torby. Patrzyłam na tablice, ale myślami byłam gdzie indziej, a mianowicie, myślałam czy się z nim spotkać i wszystko wyjaśnić czy zostać w domu nad lekcjami. 
-Hej Grace! -Z transu wyrwał mnie głos Ashtona. 
Odwróciłam się do tyłu i ujrzałam blondyna z dłuższymi lekko kręconymi włosami. Na mój widok wyszczerzył się, a na jego policzkach znalazły się głębokie dołeczki. Nie można powiedzieć, że był brzydki. Jego dziewczyna będzie ogromną szczęściarą. Dlaczego z nim nie mogę być w parze? 
-Jak myślisz Gre. co... Jezu kto ci to zrobił? - Lekko zbladł i już nie był taki wesoły. 
-O co ci chodzi Ash? -Zmarszczyłam brwi.
-Masz malinkę na szyi. -Powiedział, a w jego głosie dało się usłyszeć gorycz. 
Momentalnie złapałam się za to miejsce przypominając sobie o bladnącym już naznaczeniu. Cholerny Niall. Włosami zakryłam zaczerwienione miejsce.
-Tak więc najpierw kilka zasad. -Powiedziała nauczycielka.
Można by rzec, że było to moje wybawienie. Szybkim ruchem odwróciłam się przodem do tablicy, więc już nic nie odpowiedziałam chłopakowi siedzącemu za mną.

~*~

Było pięć minut do dzwonka, a ja nie wiedziałam co mam robić. Zaczęłam rozmyślać, a myśli zjechały na temat Nialla. Był mega seksowny, ale również i niebezpieczny. 
Podczas moich kolejnych lekcji dostałam od niego kolejną wiadomość bym niczego nie kombinowała. Gdy przeczytałam sms-a moje serce zabiło szybciej, bo wiedziałam, że już mi nie odpuści. Muszę coś wymyślić, żeby zrazić go do mnie. Może wtedy odpuści? 
Dzwonek zadzwonił, a ja wstałam jak poparzona i wyszłam w kierunku szafek. To była moja ostatnia lekcja, ale co z tego jeśli na wszystkich byłam nieobecna myślami. Napotkałam zdziwiony wzrok Asha, gdy trzasnęłam drzwiczkami szafki i ruszyłam pośpiesznie do domu. 
Zastanawiałam się czy mu powiedzieć, ponieważ powierzałam mu różne informacje, może nie wszystkie, lecz wiedział o mnie cholernie dużo. 
Jak najszybciej udałam się do domu, tak by on mnie już nie dogonił. Co zresztą mi się udało, bo już do niego wchodziłam. 
Zdjęłam buty i ruszyłam do salonu na kanapę, gdzieś po drodze rzucając swoją szkolną torbę. Położyłam się na miękką powierzchnię i zaczęłam myśleć. 
Został trzy godziny do czasu gdy Niall po mnie przyjedzie . Napisał, że mam się ubrać w coś seksownego? Po moim trupie! Zostaje w tym czym byłam w szkole, czyli czarne obcisłe spodnie i dżinsowa koszula włożona do środka. 

~*~

Zostało trzydzieści minut od dziewiętnaste. Nerwy zaczęły przejmować nade mną przewagę. Udałam się do kuchni i wyjęłam czystą kartkę papieru i przypadkowy długopis. Postanowiłam napisać do ojca, nie było go jeszcze w domu, a nie mogłam tak po prostu wyjść bez żadnych wyjaśnień. 



    Wychodzę do Sam. Mamy wspólny projekt. Nie wiem o której wrócę. Nie martw się. 

                                                                                                                     Grace.


Pisak schowałam z powrotem do szuflady, a kartkę powiesiłam na lodówkę przypinając magnesem. Gdy wyszłam z kuchni poczułam wibrację mojego telefonu. Wyciągnęłam go i odczytałam wiadomość.


 

Ogarnęła mnie panika. Nie wiedziałam co mam zrobić. Podeszłam do drzwi i powoli nacisnęłam klamkę. Otworzyłam do końca, aby zobaczyć blondyna. 
-Hej. -Powiedział. Najprawdopodobniej nie czuł się skrępowany, a po tanie jego głosu można było wyczuć jedynie rozbawienie. 
Nic nie odpowiedziałam na co przesuną się bliżej, a ja się zaczęłam cofać aż w końcu plecami dotykałam ściany. Cholera stoję pomiędzy ścianą, a Niallem, więc nie mam już ucieczki. Zaczęłam kląć na siebie w duchu. Przysuną swoją twarz do mojego lewego ucha zostawiając przy nim mały pocałunek. 
-Nie odpowiesz mi? -Wyszeptał. 
Zadrżałam na jego słowa. 
-Cz-eść. 
-Wychodzimy? -Zapytał.
Kiwnęłam tylko głową na co przytakną. Odsuną się, a ja zaczęłam ubierać buty oraz płaszcz, a ze względu na późną porę i biały szal, który owinęłam sobie wokół szyi. 
-Możemy już iść
Oboje wyszliśmy. Po zamknięciu mieszkania Niall pokierował mnie do swojego samochodu. 
-Możesz mi powiedzieć gdzie mnie zabierasz? -Spytałam, choć wątpiłam, że mi odpowie.
Podeszliśmy do pojazdu, a on otworzył przede mną czekając bym wsiadła. Usadziłam się na siedzeniu. Zamknął za mną drzwi, okrążył samochód i dołączył do mnie. Cholera przecież sama mogę wsiąść do samochodu. Nie mam pięciu lat. 
-Dowiesz się na miejscu. -Puścił mi oczko. -A tak po za tym to ładnie wyglądasz.
-Dzięki. 
Moje policzki zaczęły płonąć. Czułam jak moja twarz nabiera koloru czerwonego przez co napotkałam jego łobuzerski uśmiech. Mój wzrok powędrował na moje ręce, które trzęsły się na moich kolanach, automatycznie przestałam i skupiłam się na drodze przed nami. Dobrze wiedziałam, że jestem ciągle obserwowana, przez chłopaka, który wiezie mnie w nieznanym kierunku. Za oknem pojawiła się mada drzew. Jedziemy do lasu? Wywozi mnie gdzieś dalej? 
Spojrzałam na niego, a on w tej samej chwili odwrócił się do mnie. Momentalnie odwróciłam wzrok w stronę okna. Zatrzymał mi się oddech kiedy poczułam wielką i miękką rękę na moim udzie. Od razu odepchnęłam jego rękę nadal patrząc na krajobraz za szybą. Na odpowiedz usłyszałam jego głęboki śmiech. 
-Co cię tak bawi? -Zapytałam. 
-Zupełnie nic.
-Nie, powiedz. -Naciskałam na co jego rozbawienie jeszcze wzrosło. 
-Nie. -Odpowiedział z wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy. 
-Wszystko mi jedno. -Odparłam obrażona.
-Oj nie gniewaj się księżniczko. -Po tych słowach mrugnął okiem na co przygryzłam wargę i zaczęłam bawić się pasem bezpieczeństwa. Nie wiedziałam co mam zrobić, bo zawsze gdy to robił ogarnia mnie dziwne uczucie. Może to zdenerwowanie? To jak mówi na mnie księżniczko. 
Poczułam jak hamuje i wjeżdża na średniej wielkości parking. Zastanawiałam się gdzie jesteśmy. Po zaparkowaniu Niall wysiadł z samochodu więc ja chciałam zrobić to samo, ale kiedy chwyciłam za klamkę nie otworzyły się. Musiał mnie zamknąć. Wzrokiem podążyłam za chłopakiem okrążającego samochód, a tym samym zbliżając się do mnie. Po chwili otworzył je przede mną i chwycił moją dłoń. 
-Mogę sama wysiąść. 
-Nie. Myślę, że nie. -Wyszczerzył się. 
Wysiadłam z pojazdu, a on zamkną i zablokował je. 
Szłam za blondynem kierując się w stronę jak mi się wydawało restauracji. Weszliśmy do budynku. Wyglądał ładnie. Zbudowany ze starych cegieł w odcieniu czerwieni z łososiowym. Było kilkanaście stolików i połowa z nich była zajęta. My zajęliśmy stolik obok dużego okna z widokiem na jakieś duży plac otoczony drzewami. Muszę przyznać, że to miejsce jest piękne. Sięgnął po jedną z kart, a drugą podał mi. Zaczęłam skanować wzrokiem wypisane dania. Niektóre z potraw jeszcze nigdy nie jadłam. Popatrzyłam na Nialla, który czekał aż coś wybiorę, pewnie już dawno wybrał danie. Ja zdecydowałam się na makaron hmmm... ze szpinakiem. Blondyn ręką przywołał kelnerkę i złożył zamówienie. Podczas tej czynności przyglądałam się dziewczynie. Gdy odchodziła widziałam ja Niall patrzył się na jej tyłek. Nie wiem dlaczego, ale ukuło mnie uczucie zazdrości. Jego twarz ponownie odwrócona była w moją stronę, mimo, ze nadal patrzyłam się na brunetkę czułam jego palący wzrok. Bałam się spojrzeć na niego. 
-Spójrz na mnie. -Powiedział spokojnie, ale stanowczo. Nadal na niego nie spojrzałam. 
-Mam ci pomóc czy w końcu odważysz się na mnie spojrzeć? -Wyczułam w jego głosie irytację i objawy złości. 
Odwróciłam głowę, a moje spojrzenie utknęło na jego twarzy. Otworzyłam usta, ale nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. 
-Boisz się mnie. -Zapytał, a raczej stwierdził? Sama nie jestem pewna. 
-Nie. -Odpowiedziałam twardo. 
-Nie kłam. -Posłał mi szyderczy uśmiech. -Po prostu tego nie rób.
-Mmm ok. -Bąknęłam.
-Więc... Ile masz lat? 
-Osiemnaście. -Powiedziałam z wahaniem. -A ty?
-Zgaduj.
-Nie będę zgadywać, bo to głupie, a po za tym nie firee. -Powiedziałam obrażona jak małe dziecko, które nie dostało zabawki. 
-Oj nie bądź zła księżniczko, chociaż jak się złościsz wyglądasz bardzo seksownie. -Na te słowa moje policzki przybrały kolor czerwony. Znowu. -Dwadzieścia. 
-Co dwadzieścia? -Zapytałam.
-Mam dwadzieścia lat. 
-Hmm... myślałam, że z dwadzieścia dwa. -Uśmiechnęłam się niepewnie. 
-Nie postarzaj mnie tak księżniczko. -Uśmiechnął się łobuzersko. 
Chciał chyba jeszcze coś powiedzieć, ale ta sama kelnerka przyniosła nam nasze dania. Potrawa wyglądała na smaczną więc wzięłam sztuce i zaczęłam zakręcać makaron na widelec. Lecz gdy widziałam ciekawe spojrzenie Nialla podniosłam wzrok na niego. 
-Co?
-Zupełnie nic. -Parsknął śmiechem. 
-Ymm mam coś na policzku? -Zapytałam.
-Hahahahaahah nie. -Odpowiedział ciągle się śmiejąc. 
-To o co chodzi?! -Byłam już wkurzona. 
-To w jaki sposób... Nie, dobra nic. 
-Nie jestem już głodna. -Oznajmiłam wstając od stołu. 
Sięgnęłam do kieszeni po portfel z którego wyjęłam odliczoną sumę za jedzenie. Następnie skierowałam wzrok na Nialla. 
-Miło było, ale wychodzę. -Odparłam.
Po tych słowach odwróciłam się na pięcie czekając i wyszłam nie dając mu czasu na odpowiedz. Gdy przeszłam przez drzwi, które oddzielały mnie od chłopaka z którym tam przed chwilą siedziałam uderzyło mnie przyjemna chłodne powietrze. 
Zaszłam jakieś trzy kroki, a blondyn już był niedaleko mnie. 
-Zaczekaj! -Krzyknął, a ja nie przestałam iść.
Słyszałam za sobą coraz głośniejsze kroki i nagle ktoś otulił mnie wokół tali. 
-Złapałem cię. -Prychnęłam pod nosem.
-Chcę wrócić do domu.
-Odwiozę cię. -Powiedział zrezygnowany odwracając mnie od siebie twarzą. 
-Ale ja nie chcę! -Krzyknęłam mu w twarz i zaczęłam się wyrywać z jego objęć.
-No to uświadom mnie jak dostaniesz się do swojego mieszkania.
-Piechotą, autostopem, zadzwonię po kogoś cokolwiek. -Powiedziałam wyrzucając ręce w górę.
-Więc ja cię mogę podwieźć. -Powiedział z nadzieją. 
Przytaknęłam, bo w sumie miał racje. Ruszyłam powolnie za nim. W pewnym momencie odwrócił się. 
-No chodź księżniczko ja nie gryzę. 
-No ja nie byłabym tego taka pewna. -Odgryzłam się na co on wybuchł śmiechem. 
Gdy ten piękny dźwięk dotarł do moich uszu w moim brzuchu obudziło się stado motyli. Jej dziwnie się zachowuje. 
Spojrzałam na Nialla, a tem już stał z otwartymi drzwiami po stronie pasażera. Westchnęłam z poirytowaniem. 
-Ile można czekać księżniczko? No chodź. 
Dopiero się zorientowałam, że stałam zapatrzona w niego dobre parę chwil. Teraz pewnie w duchu robi sobie mała imprezkę z tego powodu. 
Podeszłam i usiadałam. 
-Dalej jesteś na mnie zła? -Zapytał kiedy również usiadł na siedzeniu obok. 
-Tak. -Przyznałam. 
Już dalszą drogę do mojego domu pokonaliśmy w ciszy. 
Jak tylko się zatrzymał powtórnie wysiadł i otworzył mi drzwi. Było grubo po dwudziestej, pewnie tato już jest. 
-Dzięki za... dziś. -Powiedziałam.
Ruszyłam w stronę mieszkania, a za swoich pleców usłyszałam ciche "Jeszcze dziś się do ciebie odezwę".




Od autorek: Więc pojawia się trzeci rozdział. Owszem wyszedł później niż planowałyśmy, ale my nic nie poradzimy piszemy go na lekcjach, więc prosimy o wyrozumiałość. Oczywiście byłoby miło gdyby po przeczytaniu zostawiłabyś/łbyś po sobie jakiś ślad, bo chyba wiadomo komentarze strasznie motywują do dalszego pisania. 
+Rozdział jeszcze nie sprawdzony. Sprawdzę kiedy będę miała czas, więc przepraszam jeśli pojawiły się jakieś błędy. 
PS jak chcecie być informowani o rozdziałach wystarczy napisać swój username w komentarzu. 
Kocham was
@Calilysm
 


piątek, 27 września 2013

Rozdział2

Nie wiedziałam co mam zrobić. Na pewno mu nie otworzę, nawet nie ma takiej opcji. Dzwonek dzwonił, jeden raz, drugi, trzeci i ponownie mój telefon zawibrował. Podeszłam do niego.




Podeszłam powoli do zamknięcia.
-Cze -czego chcesz? -Zapytałam łamiącym głosem.
-Zobaczyć cię. Otwórz, proszę.
-Nie jestem pewna czy chcę ci otworzyć. -Zachichotał cicho na moją odpowiedz.
-Proszę, nie bój się mnie. -Powiedział z rozbawianiem.
Mi wcale do śmiechu nie było. Właśnie prosi mnie chłopak, który był kilkakrotnie karany o wpuszczenie go do mojego domu. Powoli zaczęłam otwierać drzwi, a moim oczom ukazała się dobrze zbudowany i powiem, że przystojny blondyn. Po chwili zorientowałam się, że stoję oko w oko z przestępcą.
-Nie bój się mnie. -Powtórzył, głaszcząc kciukiem mój policzek.
Patrzyłam się na niego tępo, bo niby jak mam się nie bać?
-Nie boje. -Zaprzeczyłam.
-W takim razie umówisz się ze mną? -Zapytał z drwiną w głosie.
-N- nie chcę.
Nie chciałam, bo nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
-Juto o dziewiętnastej będę po ciebie.
Chciałam szybko zaprzeczyć, ale mi na to nie pozwolił, bo jego palec zastąpiły usta, które złożyły niewinnego całusa na moim policzku.
-A teraz muszę już iść. Do zobaczenia księżniczko.
Po tych słowach po prostu wyszedł jak gdyby nigdy nic. Stałam wpatrzona w ulicę gdzie przed chwilą odjechał mój prześladowca. Postanowiłam wejść już do domu. Po zamknięciu drzwi upewniłam się kilka krotnie czy zamek jest odpowiednio zamknięty. Wybiegłam co sił w nogach po schodach i rzuciłam się na łóżko.
I co mam teraz robić? Nie chcę z nim gdziekolwiek iść. I gdzie chce mnie zabrać? To na pewno nie będzie dla mnie dobre. Rozmyślałam nad tym jeszcze dobre kilkanaście minut, kiedy moje oczy  stawały się coraz cięższe. W końcu je zamknęłam.
Dzwoniący telefon z dołu nie dawał mi spać dalej. Było tak cicho, że gdyby ktoś w kuchni lekko zapukałby w okno wszystko dokładnie bym słyszała. Zerwałam się z łóżka na równe nogi i szybkim krokiem udałam isę do dzwoniącego urządzenia. Na wyświetlaczu pojawiła się Alic.
-Tak!? -To zabrzmiało jak pytani, ale nieco podniosłam głos, za to, że mnie obudziła.
-Boże, nie krzycz na mnie! -Zachichotała. -Gdzie się podziewasz? -Zapytała.
Spojrzałam na zegar. Cholera umówiłyśmy się przed lekcjami, a mnie nie było. Na dodatek za pół godzin muszę być w szkole! Zaczęłam panikować.
-Przepraszam! Przepraszam! Zaspałam i dzięki, że mnie obudziłaś!
-Nie ma sprawy. Za ile będziesz pod szkołą?
-Kurczę coś źle się czuję i myślę, że zostanę jednak w domu. Przepraszam.
-Ojejku! Przeziębiłaś się czy coś? -Zapytała, a w jej głosie dało się usłyszeć troskę.
-Mmm tak. -Przytaknęłam.
-To szybko wracaj do zdrowia, kochanie! -Jej głos rozszedł się piskliwie po całej słuchawce przechodząc do mojego ucha.
-Tak, mam nadzieję, że jutro już będzie lepiej. -Skłamałam.
Czuję się dobrze, ale musiałam wszystko przemyśleć w spokoju, a nie przy gwarze uczniów włóczących się po korytarzach szkoły. Tłoczących się z punktu A do punktu B.
-To daj mi znać jak się czujesz wieczorem. -Powiedziała, a następnie się rozłączyła nie dając mi czasu na odpowiedz.
Odłożyłam telefon. Powiedziałam, że nie idę to teraz muszę siedzieć w domu. Powłóczyłam się do salonu w celu włączenia telewizora. Gdy ułożyłam się w odpowiadającej mi pozycji zaczęłam skakać po kanałach. Z jednego na drugi. Zatrzymałam się na jednym z programów gdzie leciał jakiś serial. Może być całkiem niezły. Główna bohaterka miała długie czarne włosy, była piękna. W stu procentach ładniejsza i zgrabniejsza ode mnie. Miała na sobie przepiękne ubrania chyba coś z "chanel".
Po około trzydziestu minutach minutach oglądania postanowiłam wstać, ponieważ zaczęłam przysypiać Wolnym krokiem weszłam po schodach aż do mojego pokoju. Przejechałam opuszkami palców po kolekcji moich książkach. Było ich kilka które uwielbiałam czytać, ale nic odpowiedniego na tę sytuację i nic odpowiedniego na ten moment. Postanowiłam wyjść do biblioteki publicznej. Jestem pewna, że coś tam znajdę. Otworzyłam szafę wyjmując z niej jakieś pierwsze dżinsy. Stwierdziłam, ze tej luźnej koszulki nie muszę przebierać, bo i tak schowam ją pod beżowym płaszczem. Zeszłam na dół biorąc kartę biblioteczna. Ubrałam białe trampki i wyszłam z domu upewniając się, że zamknęłam drzwi na klucz. Ruszyłam spacerkiem w stronę budynku wypełnionego książkami.
Już po dziesięciu minutach byłam na miejscu. Weszłam do środka i od razu przywitało mnie ciepłe powietrze. Na dworze było już zimno. Jesień zbliżała się nieubłaganie. Nie można tego przyśpieszyć, aby mieć już zimę i nie można tego zwolnić, by zostało lato.
Podeszłam do starszej pani i grzecznie się przywitałam.
-Dzień dobry proszę pani. -Uśmiechnęłam się w kierunku starszej kobiety.
-Witaj Grace, co cię tutaj sprowadza? -Zapytała pogodnie.
-Chciałabym coś wypożyczyć... Może jakiś dramat? -Można powiedzieć, że zadałam pytanie.
-Oczywiście, zaraz zobaczymy czy jest coś ciekawego. -Oznajmiła staruszka.
-A może jest "piękne istoty"? -Zapytałam, bo z chęcią bym zobaczyła co to jest. Dużo słyszałam o tej książce. Podobno jest całkiem niezła.
-Już patrzę... Jest ostatni egzentlarz. -Oznajmiła.
-O to poproszę.
Pani o krótkich siwych już włosach podeszła do mnie z wybraną prze ze mnie książką. Podałam jej kartę po czym ją ode mnie przyjęła. Po zakończeniu kodowania oddała mi kartę oraz książkę. Podziękowałam i ruszyłam do wyjścia. Po otworzeniu drzwi uderzyło mnie zimne powietrze. Przez czas w którym byłam w budynku zrobiło się jeszcze chłodniej przez co owinęłam ręce wokół tali, by choć trochę zwiększyć temperaturę mojego ciała. Zaczęłam się rozglądać wokół czy przypadkiem nikogo w pobliżu nie ma. Nic jednak nie zauważyłam, więc ruszyłam w stronę mojego domu.
Mijając kolejny budynek mieszkalny coś przykuło moją uwagę. Dwóch stojących mężczyzn. Byli wysocy. Obywaj mniej więcej tego samego wzrostu. Jeden z nich był oparty o ścianę. Było widać, że o coś się kłócą.  Podeszłam nieco bliżej i wtedy zdałam sobie sprawę, że chłopak opierający się o budynek to mój prześladowca. Kłócił się z chłopakiem w lekko dłuższych czarnych włosach. A nie jednak rozmawiał przez telefon intensywnie gestykulując. Ten drugi od czasu do czasu coś dodał od siebie, ale nie był spięty. Mogłabym powiedzieć, ze był oazą spokoju w tej właśnie chwili. Interesowało mnie co tam właśnie się dzieje, lecz zważając na fakt kim był człowiek stojący tam odmówiłam sobie pójścia w tamtym kierunku. Niall.. Nie mogę bać się bać tego słowa, które było jego imieniem.
Cofnęłam się kilka kroków do tyłu nie chcąc być zauważona. Książka trzymana w moim ręku spadła z niemałym hukiem na asfalt przy mnie. Zdezorientowana szybkim ruchem ją podniosłam i spojrzałam się w kierunku przez którego tak bardzo bałam się przejść, zważając na to kto tam stał. Widziałam moment kiedy dwie pary oczu, w tym jednym blondyna, a drugie chłopaka którego jak mi się wydaje jeszcze nigdy nie spotkałam. Spojrzał na mnie. Nie wiedziałam co w tej chwili mogła zrobić. Stałam jak słup w jednym miejscu. Spojrzałam na Nialla, a na jego twarzy zagościł złowrogi uśmiech. W jednej chwili zdałam sobie sprawę, że rozłączając się zaczyna iść w moją stronę. Odwróciłam się i zaczęłam uciekać. Gdy tylko się odwróciłam ten nadal szedł za mną, ale był już daleko. W pewnym momencie skręciłam w boczną ulicę i co sił w nogach kierowałam się ku budynkowi w którym mieszkam.
Szybko jak tylko mogłam wyjęłam z kurtki klucze. Jestem niezdarna, ale uwinęłam się jakoś z zamkiem. Wchodząc zakluczyłam drzwi. Serce waliło mi jak szalone, a ciało padało ze zmęczenia. Zdjęłam pośpiesznie płaszcz, buty i żeby trochę odetchnąć poszłam do kuchni po coś zimnego do picia. Miałam nadzieje, że już go na pewno dziś nie zobaczę. Nie chcę aby do mnie przychodził, a już na pewno nie chciałabym przebywać w jego towarzystwie. Na dodatek jutro mam się z nim spotkać. Nasuwa mi się dużo pytań. Co on chce ode mnie? Czy chce mnie skrzywdzić, a w najgorszym wypadku zabić? Postanowiłam się na razie nie przejmować, ale nadal nie mogłam się na niczym skupić. Ciągle przed oczami miałam jego twarz i ten jego przerażający uśmiech. Nigdy nie schodził mu z twarzy, przynajmniej nie w moim towarzystwie. Był on drażliwy bynajmniej dla mnie. Wlewając sobie wody do szklanki natychmiast ją wypiłam. Poczułam jak zimna ciecz spływa mi po gardle i daje przyjemne ukojenie. Odłożyłam ją do zlewu i usiadłam na blacie zasłaniając twarz dłońmi. Jeśli jeszcze go nie ma to znaczy, że już nie przyjdzie? Minęło już trochę czasu, więc...
Zeszłam z tak zwanego mojego krzesła zabierając książkę wybierając kierunek salonu. Choć nie byłam pewna czy po tym wszystkim uda mi się skupić na niej lub choć cokolwiek zapamiętać. Cały czas do moich powracał on z tą cała jego niebezpieczną aurą.



0d autorek: Tak więc z góry chciałybyśmy przeprosić, że tak długo się nie pojawiał rozdział, ale niestety zachorowałam i nie miałyśmy jak go pisać
+jeśli chcecie być informowani o rozdziałach po prostu napiszcie pod rozdziałem 
@looouuupp


wtorek, 10 września 2013

Rozdział1

ZWIASTUN



  Założyłam buty, bo zawsze rano jeszcze przed szkołą chodzę do sklepu, można powiedzieć, ze to taka rodzinna tradycja . Spacerkiem udałam się w stronę pomieszczenia, a dokładniej do piekarni po świeże bułki z nasionami. Gdy weszłam uśmiechnęłam się miło do starszej pani, która tam pracuje, już od dawna mnie rozpoznawała. Od czasu śmierci mamy to ja jestem tu częstym gościem.
-Dzień dobry. -Powiedziałam przyjaznym głosem mimo tak wczesnej pory.
-Dzień dobry słońce.-uśmiechnęła się do mnie. -To co zawsze?
-Tak poproszę
Kobieta zapakowała wypieki do przezroczystej siatki. Podziękowałam, zapłaciłam i powoli wyszłam ze sklepu. Na zewnątrz zaczęło już świtać. Sięgałam po słuchawki gdy poczułam, że zetknęłam się z czymś twardym. Spojrzałam na wysokiego blondyna. Słyszałam o nim bardzo dużo i tylko te złe rzeczy. Jego liczne bójki często kończyły się krytycznie. Podobno był też karany za włamania. Wiem też, że niedawno wyszedł z aresztu. Wpatrywała się we mnie tymi niebieskimi oczami. Bąknęłam ciche "przepraszam" i zaczęłam się oddalać. Po chwili poczułam silny ucisk na nadgarstku. Oddech mi przyśpieszył i dosłownie czułam jak serce wyrywa mi się z klatki piersiowej.
-Witaj księżniczko. -Powiedział dość cicho, ale tak żebym wszystko dokładnie słyszała.
Przybliżył się do mnie i  przejechał kciukiem po mojej szyi, zbliżył swoje usta do mojego ucha.
-Podobasz mi się, nawet bardzo. -Wyszeptał
Byłam sparaliżowana, nic nie mogłam zrobić. Lekko pocałował mnie w kącik ust po czym zjeżdżał coraz niżej. Pozostawiał pocałunki po całej mojej szyi aż w końcu się przyssał na dłużej przygryzając i liżąc moją skórę. Z moich ust mimowolnie wydostało się ciche jęknięcie spowodowane bólem. Szybko się otrząsnęłam.
-P-Przestań. -Bąknęłam.
Ale go to nie obchodziło. Ignorował mnie. Zaczęłam się wyrywać, ale jego silny uścisk nie pozwalał mi na to. Złapałam go intensywnie za nadgarstki i odepchnęłam. Udało się. Uderzyłam go w policzek i zaczęłam uciekać. Gdy się odwróciłam stał jeszcze sparaliżowany moim śmiałym gestem, po chwili ponownie na mnie spojrzał. Z przerażeniem zaczęłam biec, ale zobaczyłam, że zaczął się do mnie zbliżać. Poczułam silny uścisk na tali, odwróciłam głowę i zobaczyłam właśnie jego. Wiedziałam, że mnie złapie.
-Lubię takie niedostępne. -Wysyczał przez zaciśnięte zęby i wiedziałam, że jest zły.
-Jak masz na imię?  -Zapytał.
Ponowna ucieczka była niemożliwa.
-G- Grace. -Odpowiedziałam jąkając się.
-Jestem Niall.
Jego ręce przeniosły się na moje plecy. Zjeżdżały coraz niżej aż dotarł do moich pośladków. Ścisną je lekko po czym schował dłonie do kieszeni moich spodni. Wyciągnął mój telefon, a ja nie byłam w stanie jakkolwiek zareagować na jego gesty. Zaczął intensywnie wpatrywać się  w mojego smartfona, gdy później schował mi go z powrotem do kieszeni.
-Zobaczymy się niedługo księżniczko. Pamiętaj teraz należysz do mnie.
Po tych słowach ucałował kącik moich ust i odszedł. Stałam sparaliżowana jeszcze kilka minut. Gdy tylko się ocknęłam zaczęłam co sił w nogach biec do domu. Bałam się, cholernie się go bałam. Przecież on jest przerażający, niebezpieczny, może zrobić wszystko i te słowa "Zobaczymy się niedługo księżniczko." Co to ma właściwie znaczyć? Ma zamiar się jeszcze raz spotkać?
Zwolniłam już nieco, bo moje nogi odmawiały posłuszeństwa, ale się tym nie przejmowałam, ponieważ jeszcze kilka kroków i jestem w domu. Próbując nie myśleć o tym co przed chwilą się wydarzyło otworzyłam drzwi do mieszkania. Zakupy i telefon odłożyłam po drodze w kuchni, nawet zapomniałam, że trzymałam bułki w ręku. Chwiejnym krokiem poszłam obudzić tatę, którego zawsze budziłam każdego ranka, by wstał do pracy. Po wykonaniu tej czynności udałam się do swojego pokoju. Miałam dziś na popołudnie więc nie martwiłam się o lekcje. Postanowiłam, że wezmę prysznic co nieco mnie orzeźwi po tym całym nie będę ukrywać dziwnym zdarzeniu.
 Podeszłam do wielkiego lustra w mojej łazience. Moim oczom od razu ukazała się duża malinka. Cholera naznaczył mnie. Martwiłam się oto aby przypadkiem mój ojciec tego nie zobaczył.
 Jak tylko wyszłam spod ciepłej wody chwyciłam ręcznik, którym się wysuszyłam, po czym założyłam bieliznę i tak udałam się do szafy w moim pokoju z której wyciągnęłam za dużą koszulkę i luźne szorty.
 Schodząc ponownie na parter usłyszałam jak tata się zbiera i ma zamiar już wyjść.
-W kuchni masz śniadanie! -Krzykną do mnie otwierając drzwi wejściowe.
-Dziękuje! -Również krzykiem odpowiedziałam.
Gdy tylko mnie zobaczył kiwną głową i wyszedł. Weszłam do pomieszczenia zapalając szybko światło i sięgając po kanapki, które mi zostawił. Usłyszałam ciche wibracje dochodzącego z mojego telefonu. Pomyślałam, że to pewnie Alic chcąc zapytać o coś związanego ze szkołą. Sięgnęłam po niego, a moim oczom ukazała się wiadomość.



Wpatrywałam się tępo w urządzenie, ale po chwili rzuciłam go na stół i pognałam do okna, a tam ujrzałam pa drugiej stronie ulicy czarne auto. Rozejrzałam się dookoła, lecz nie widziałam nigdzie tego pięknego, a zarazem przerażającego blondyna. Gdy po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Moje serce w jednej chwili zamarło. Obawiałam się najgorszego. Ostrożnie zajrzałam przez dziurkę w drzwiach, a moim oczom ukazała się blond czupryna. Szybko zasłoniłam otwór i oparłam się o duże drewniane zamknięcie próbując uspokoić oddech.