Podeszłam powoli do zamknięcia.
-Cze -czego chcesz? -Zapytałam łamiącym głosem.
-Zobaczyć cię. Otwórz, proszę.
-Nie jestem pewna czy chcę ci otworzyć. -Zachichotał cicho na moją odpowiedz.
-Proszę, nie bój się mnie. -Powiedział z rozbawianiem.
Mi wcale do śmiechu nie było. Właśnie prosi mnie chłopak, który był kilkakrotnie karany o wpuszczenie go do mojego domu. Powoli zaczęłam otwierać drzwi, a moim oczom ukazała się dobrze zbudowany i powiem, że przystojny blondyn. Po chwili zorientowałam się, że stoję oko w oko z przestępcą.
-Nie bój się mnie. -Powtórzył, głaszcząc kciukiem mój policzek.
Patrzyłam się na niego tępo, bo niby jak mam się nie bać?
-Nie boje. -Zaprzeczyłam.
-W takim razie umówisz się ze mną? -Zapytał z drwiną w głosie.
-N- nie chcę.
Nie chciałam, bo nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
-Juto o dziewiętnastej będę po ciebie.
Chciałam szybko zaprzeczyć, ale mi na to nie pozwolił, bo jego palec zastąpiły usta, które złożyły niewinnego całusa na moim policzku.
-A teraz muszę już iść. Do zobaczenia księżniczko.
Po tych słowach po prostu wyszedł jak gdyby nigdy nic. Stałam wpatrzona w ulicę gdzie przed chwilą odjechał mój prześladowca. Postanowiłam wejść już do domu. Po zamknięciu drzwi upewniłam się kilka krotnie czy zamek jest odpowiednio zamknięty. Wybiegłam co sił w nogach po schodach i rzuciłam się na łóżko.
I co mam teraz robić? Nie chcę z nim gdziekolwiek iść. I gdzie chce mnie zabrać? To na pewno nie będzie dla mnie dobre. Rozmyślałam nad tym jeszcze dobre kilkanaście minut, kiedy moje oczy stawały się coraz cięższe. W końcu je zamknęłam.
Dzwoniący telefon z dołu nie dawał mi spać dalej. Było tak cicho, że gdyby ktoś w kuchni lekko zapukałby w okno wszystko dokładnie bym słyszała. Zerwałam się z łóżka na równe nogi i szybkim krokiem udałam isę do dzwoniącego urządzenia. Na wyświetlaczu pojawiła się Alic.
-Tak!? -To zabrzmiało jak pytani, ale nieco podniosłam głos, za to, że mnie obudziła.
-Boże, nie krzycz na mnie! -Zachichotała. -Gdzie się podziewasz? -Zapytała.
Spojrzałam na zegar. Cholera umówiłyśmy się przed lekcjami, a mnie nie było. Na dodatek za pół godzin muszę być w szkole! Zaczęłam panikować.
-Przepraszam! Przepraszam! Zaspałam i dzięki, że mnie obudziłaś!
-Nie ma sprawy. Za ile będziesz pod szkołą?
-Kurczę coś źle się czuję i myślę, że zostanę jednak w domu. Przepraszam.
-Ojejku! Przeziębiłaś się czy coś? -Zapytała, a w jej głosie dało się usłyszeć troskę.
-Mmm tak. -Przytaknęłam.
-To szybko wracaj do zdrowia, kochanie! -Jej głos rozszedł się piskliwie po całej słuchawce przechodząc do mojego ucha.
-Tak, mam nadzieję, że jutro już będzie lepiej. -Skłamałam.
Czuję się dobrze, ale musiałam wszystko przemyśleć w spokoju, a nie przy gwarze uczniów włóczących się po korytarzach szkoły. Tłoczących się z punktu A do punktu B.
-To daj mi znać jak się czujesz wieczorem. -Powiedziała, a następnie się rozłączyła nie dając mi czasu na odpowiedz.
Odłożyłam telefon. Powiedziałam, że nie idę to teraz muszę siedzieć w domu. Powłóczyłam się do salonu w celu włączenia telewizora. Gdy ułożyłam się w odpowiadającej mi pozycji zaczęłam skakać po kanałach. Z jednego na drugi. Zatrzymałam się na jednym z programów gdzie leciał jakiś serial. Może być całkiem niezły. Główna bohaterka miała długie czarne włosy, była piękna. W stu procentach ładniejsza i zgrabniejsza ode mnie. Miała na sobie przepiękne ubrania chyba coś z "chanel".
Po około trzydziestu minutach minutach oglądania postanowiłam wstać, ponieważ zaczęłam przysypiać Wolnym krokiem weszłam po schodach aż do mojego pokoju. Przejechałam opuszkami palców po kolekcji moich książkach. Było ich kilka które uwielbiałam czytać, ale nic odpowiedniego na tę sytuację i nic odpowiedniego na ten moment. Postanowiłam wyjść do biblioteki publicznej. Jestem pewna, że coś tam znajdę. Otworzyłam szafę wyjmując z niej jakieś pierwsze dżinsy. Stwierdziłam, ze tej luźnej koszulki nie muszę przebierać, bo i tak schowam ją pod beżowym płaszczem. Zeszłam na dół biorąc kartę biblioteczna. Ubrałam białe trampki i wyszłam z domu upewniając się, że zamknęłam drzwi na klucz. Ruszyłam spacerkiem w stronę budynku wypełnionego książkami.
Już po dziesięciu minutach byłam na miejscu. Weszłam do środka i od razu przywitało mnie ciepłe powietrze. Na dworze było już zimno. Jesień zbliżała się nieubłaganie. Nie można tego przyśpieszyć, aby mieć już zimę i nie można tego zwolnić, by zostało lato.
Podeszłam do starszej pani i grzecznie się przywitałam.
-Dzień dobry proszę pani. -Uśmiechnęłam się w kierunku starszej kobiety.
-Witaj Grace, co cię tutaj sprowadza? -Zapytała pogodnie.
-Chciałabym coś wypożyczyć... Może jakiś dramat? -Można powiedzieć, że zadałam pytanie.
-Oczywiście, zaraz zobaczymy czy jest coś ciekawego. -Oznajmiła staruszka.
-A może jest "piękne istoty"? -Zapytałam, bo z chęcią bym zobaczyła co to jest. Dużo słyszałam o tej książce. Podobno jest całkiem niezła.
-Już patrzę... Jest ostatni egzentlarz. -Oznajmiła.
-O to poproszę.
Pani o krótkich siwych już włosach podeszła do mnie z wybraną prze ze mnie książką. Podałam jej kartę po czym ją ode mnie przyjęła. Po zakończeniu kodowania oddała mi kartę oraz książkę. Podziękowałam i ruszyłam do wyjścia. Po otworzeniu drzwi uderzyło mnie zimne powietrze. Przez czas w którym byłam w budynku zrobiło się jeszcze chłodniej przez co owinęłam ręce wokół tali, by choć trochę zwiększyć temperaturę mojego ciała. Zaczęłam się rozglądać wokół czy przypadkiem nikogo w pobliżu nie ma. Nic jednak nie zauważyłam, więc ruszyłam w stronę mojego domu.
Mijając kolejny budynek mieszkalny coś przykuło moją uwagę. Dwóch stojących mężczyzn. Byli wysocy. Obywaj mniej więcej tego samego wzrostu. Jeden z nich był oparty o ścianę. Było widać, że o coś się kłócą. Podeszłam nieco bliżej i wtedy zdałam sobie sprawę, że chłopak opierający się o budynek to mój prześladowca. Kłócił się z chłopakiem w lekko dłuższych czarnych włosach. A nie jednak rozmawiał przez telefon intensywnie gestykulując. Ten drugi od czasu do czasu coś dodał od siebie, ale nie był spięty. Mogłabym powiedzieć, ze był oazą spokoju w tej właśnie chwili. Interesowało mnie co tam właśnie się dzieje, lecz zważając na fakt kim był człowiek stojący tam odmówiłam sobie pójścia w tamtym kierunku. Niall.. Nie mogę bać się bać tego słowa, które było jego imieniem.
Cofnęłam się kilka kroków do tyłu nie chcąc być zauważona. Książka trzymana w moim ręku spadła z niemałym hukiem na asfalt przy mnie. Zdezorientowana szybkim ruchem ją podniosłam i spojrzałam się w kierunku przez którego tak bardzo bałam się przejść, zważając na to kto tam stał. Widziałam moment kiedy dwie pary oczu, w tym jednym blondyna, a drugie chłopaka którego jak mi się wydaje jeszcze nigdy nie spotkałam. Spojrzał na mnie. Nie wiedziałam co w tej chwili mogła zrobić. Stałam jak słup w jednym miejscu. Spojrzałam na Nialla, a na jego twarzy zagościł złowrogi uśmiech. W jednej chwili zdałam sobie sprawę, że rozłączając się zaczyna iść w moją stronę. Odwróciłam się i zaczęłam uciekać. Gdy tylko się odwróciłam ten nadal szedł za mną, ale był już daleko. W pewnym momencie skręciłam w boczną ulicę i co sił w nogach kierowałam się ku budynkowi w którym mieszkam.
Szybko jak tylko mogłam wyjęłam z kurtki klucze. Jestem niezdarna, ale uwinęłam się jakoś z zamkiem. Wchodząc zakluczyłam drzwi. Serce waliło mi jak szalone, a ciało padało ze zmęczenia. Zdjęłam pośpiesznie płaszcz, buty i żeby trochę odetchnąć poszłam do kuchni po coś zimnego do picia. Miałam nadzieje, że już go na pewno dziś nie zobaczę. Nie chcę aby do mnie przychodził, a już na pewno nie chciałabym przebywać w jego towarzystwie. Na dodatek jutro mam się z nim spotkać. Nasuwa mi się dużo pytań. Co on chce ode mnie? Czy chce mnie skrzywdzić, a w najgorszym wypadku zabić? Postanowiłam się na razie nie przejmować, ale nadal nie mogłam się na niczym skupić. Ciągle przed oczami miałam jego twarz i ten jego przerażający uśmiech. Nigdy nie schodził mu z twarzy, przynajmniej nie w moim towarzystwie. Był on drażliwy bynajmniej dla mnie. Wlewając sobie wody do szklanki natychmiast ją wypiłam. Poczułam jak zimna ciecz spływa mi po gardle i daje przyjemne ukojenie. Odłożyłam ją do zlewu i usiadłam na blacie zasłaniając twarz dłońmi. Jeśli jeszcze go nie ma to znaczy, że już nie przyjdzie? Minęło już trochę czasu, więc...
Zeszłam z tak zwanego mojego krzesła zabierając książkę wybierając kierunek salonu. Choć nie byłam pewna czy po tym wszystkim uda mi się skupić na niej lub choć cokolwiek zapamiętać. Cały czas do moich powracał on z tą cała jego niebezpieczną aurą.
0d autorek: Tak więc z góry chciałybyśmy przeprosić, że tak długo się nie pojawiał rozdział, ale niestety zachorowałam i nie miałyśmy jak go pisać
+jeśli chcecie być informowani o rozdziałach po prostu napiszcie pod rozdziałem
@looouuupp

